Dziecko, niemowlę
na jachcie to temat niezwykle interesujący dla wielu osób. Świadczy
o tym fakt powracania tego tematu na łamy grupy dyskusyjnej praktycznie
kilka razy w roku. Obszerne relacje z grupowych dyskusji znajdziesz pod
następującymi adresami:
1. http://www.zeglarstwo.sail-ho.pl/dziecko/dziecko.html
2. http://www.zeglarstwo.sail-ho.pl/dziecko/niemowle.htm
Znajdziesz tam materialy dotyczące
interesującej Cię tematyki. Poniżejej zamieszczona są fragmenty z grupowych
dyskusji.
Na początek obszerny post pt "Dzieciaki
na jachcie FAQ ;-) " napisany przez Radosława Saniewskiego
i ujmujący wiele problemów:
"Sprawy oczywiste, ale: Jeśli to sródlądzie, proponuje
zmianę toku myślenia normalnego człowieka: PŁYWAĆ, PŁYWAĆ, PŁYWAĆ ! I niestety
dostosować się do sposobu spędzania wolnego czasu przez dziecko. Czyli:
-
Pływanie - w zależności od wytrzymałości dzieci. W moim przypadku
optimum wynosiło ok. 3 godzin dziennie. Przy dłuższym pływaniu, dzieci
zaczynają się nudzić, grymasić i wszyscy mogą popsuć sobie humor
-
Miejsca do noclegów - koniecznie piaszczyste i z kąpieliskiem,
istotnie, doskonale jest południe Mazur, zwłaszcza Nidzkie
-
Szukaj innych ludzi z dziećmi. Młodziaki, które chcą się
nagolić i wywrzeszczeć, raczej unikają dzieci, "bo płaczą" ;-)
-
Trasę dzielić na krótkie odcinki i urozmaicać ja tym, na
co Ty nie zawsze masz ochotę, ale za to maja dzieci: lody, karuzele, jagody,
spacer, kredki i inne takie
-
Miejsca do noclegów wybieraj na kilka dni. Dzieci przyzwyczajają
się do miejsc i innych dzieci
-
Zdecydowanie od samego początku przyzwyczaić dzieci do pływania
w kapokach i nie ulegać ich grymasom i sugestiom. Analogicznie jak z fotelikami
samochodzie - mam znajomych, którzy nie wytrzymali płaczu półrocznego dziecka,
które w czasie jazdy chciało do mamy. Teraz dzieciak ma półtora roku, do
fotelika nie daje się wsadzić, bo przyzwyczaił się do jazdy na rękach mamy,
a znajomi tylko się rozglądają za policja, aby nie zapłacić mandatu. O
bezpieczeństwie, a raczej jego braku, już nie wspomnę.
-
Manewry SĄ dla dzieci najbardziej niebezpieczne, bo dużo
się dzieje. Ale z tego samego powodu SĄ dla dzieci _NAJCIEKAWSZE_. Postaraj
się jednak przyzwyczaić je do spędzania tych paru minut pod pokładem, tak
jednak, aby miały zajęcie i czuły, ze jest to bardzo ważna i odpowiedzialna
czynność manewrowa.
-
Uważaj na pomostach: z brzegu pomostu wg dzieci zawsze "lepiej
widać", poza tym często zdarzają się obluzowane dechy, a przy pomostach
pływających, łatwo zmiażdżyć paluchy wkładając je miedzy panele. Przy czterolatku
rozważ stosowanie uprzeży/szelek i trzymanie dziecka na "smyczy". Wygląda
niepoważnie, ale działa.
-
Koniecznie, ale to koniecznie, opracuj z żona metodę, co
robicie w razie wypadnięcia dziecka za burtę. Kto skacze, kto robi podejście
itd. Wytłumaczcie wcześniej dzieciom, jak się maja w takiej sytuacji
zachować. Wiadomo, ze wszyscy wiemy, co mamy robić w takich sytuacjach,
ale emocje często nas co najmniej "dekoncentrują". Tymczasem macie przecież
(a zwłaszcza żona) reagować "szybko, skutecznie i bezpiecznie"
-
Przetestuj, zachowanie dziecięcych butów na pokładzie (także
mokrym) pod względem śliskości. Może się okazać, ze jakieś buty, na
konkretnym pokładzie zachowują się jak skórka od banana.
-
Uczul dzieci, aby nie stawały na rożnego rodzaju krawędziach,
przedmiotach, linach i chodziły w miarę możliwości tylko po antypoślizgach.
I nie na bosaka.
-
Dbaj o zabawy "pokładowe" - tak, aby dzieci również czuły
się uczestnikami załogi, i to bardzo ważnymi ;-)
-
Wszystkie te zakazy, przekaz im może w formie trochę weselszej
niż ja Tobie ;-))) W końcu taki np. kapok to przywilej i nie każdy w nim
pływa, czyż nie? ;-)
-
Jak widzisz, nic pewnie nowego nie napisałem i SĄ to sprawy,
o których wie każdy, kto ma odrobinę zdrowego rozsądku. Mam jednak nadzieje,
ze powyższe się przyda. Ty masz zresztą łatwiznę (?), bo dzieci jest dwójka
i mogą się ze sobą bawić.
Zresztą, co tu dużo gadać, jak powiedziała moja żona:
Kapok,
sznurek i oczy dookoła głowy ;-) "
I drugi Macieja Morgena:
" Pływam z Maluchem. Pierwszy
raz kiedy miał 1 rok ( sezon 2000 - jeden tydzień) i w tym sezonie
dwa razy - czyli dwulatek.
Poczynione przygotowania to :
-
Załoga. Żona została
się opiekunka dziecka. Do spraw żeglarskich konieczna jest jedna osoba
np. młodszy / starszy brat ( twój lub żony), kuzyn z wami zżyty, kolega
etc etc. Dzieciak w chwilach niepewnych np. przy manewrach staje się niespokojny
( nagle się jakiś ruch podnosi, cos mu lata po dachu, cos uderza w dach
itp.) Wówczas mama przytuli, poczekają razem w kabinie, sprawdzą co jest
w jaskółkach i już.
-
Środki bezpieczeństwa.
Tu rozsadek i umiar jest wskazany.
-
8miesiecznika nie wepniesz w
pas ratunkowy (?!), chociaż wszyscy cię o to upominają. Na pas ratunkowy
przyjdzie czas za rok. Teraz troskliwe oko mamy i załoganta ( Wujka) jest
najlepszym środkiem. On zaś sam bez pomocy z kabiny nie wylezie. W kabinie
zaś duża dziobowa koja - to będzie przez jakiś czas cały duży świat. Tam
jest schowków co niemiara, a na koi leża wszak ulubione grzechotki. Pływamy
bez przechyłów ale i bez ceregieli. Dużo czapeczek i filtr p. słoneczny.
Może się zdarzyć ze mimo wszystko będziesz jedyny zarefowały gość na jeziorze.
Ale radość ze kogoś objedziesz ( on Ge + Gr , ty F + Gr1ref) jest wówczas
jeszcze większa .
-
Higiena. Tu sprawa jest
prosta - kąpiel wieczorna może się odbywać na stojąco w misce z woda. Czyli
przy kolacji grzejesz ( gotuje) wodę i potem mieszasz. Kąpiel szybka -
chłodne wieczory, w kabinie. Dobrze by było bez chlapania wody - ale jakieś
straty musza być. Prysznice mazurskie milo widziane dla dziecka i żony,
ja osobiście nie korzystam.
-
Picie ...
( dla dziecka kochasiu) . Bardzo ważne jest aby dzieciak miał co sobie
popić - soczki, herbatki w proszku . Ja wożę na jachcie termos z wrzątkiem.
Im większy tym lepiej.( 2 l ). To jest i trudność trzeba uważać dzieciak
+ wrzątek) ale latem dzieciak zawsze
chce popić. Właśnie obecność wrzątku na pokładzie również dopinguje aby
łódka pływała bez przechyłów. .Dużo wody w kanistrach. 10 l lub więcej.
-
Parkowanie. Do parkowania
najlepiej nadaja sie ciche przystanie gdzie parkują spokojni ludzie np
z pieskiem. Maluchowi na parkingu należy się spory wybieg, po maleńkiej
łódce. Raczej nie samotne, romantyczne półwyspy . Silnik jest fantastycznym
wynalazkiem. Patrz nocowanie.
-
Tryb życia. Z dzieciakiem
możliwe jest spędzenie 6 -8 godzin na wodzie. Ale na dwa razy. Rano dzieciak
musi się wyszaleć gdzieś na przystani ( kocyk te sprawy) . Na pól godziny
przed spaniem - odjazd na wodę. Dzieciak na koi jest ululany. Śpi lepiej
niż w domu - fale go kołyszą, łódka trochę skręca, ale ogólnie jest OK
. Jak się obudzi to jeszcze jakiś czas
wytrzyma na lodzi, ale po godzinie trzeba parkować - głód i chęć wybiegu
przeważają. Obiad. Po obiedzie spacer np. zakupy w Mikołajkach. Intensywne
przebywanie na świeżym powietrzu - nasz dyktator znów dojrzewa do snu -
czyli na łódkę i na wodę. Refren :
łódka kołysze, cicho chlupocze, cień i chłód koi - ulu. No ale mucha siadzie,
ktoś będzie chciał cos przegryść, albo Połowa powie siusiu i koniec pływania
. Właśnie minęła 18 i koniec na dzisiaj. Ale nie było źle.
-
Nocowanie. Ty i Twoja połowa
rozumieją ze dzieciak ma prawo w nocy dwie godziny ćwiczyć gadanie i musztrę
na rodzicach. Twój zastępca ds żeglarskich - nie bardzo. Ja swojemu bratu
zacząłem wozić namiot. Już w druga noc zaczął go używać i tak zostało.
To była dodatkowa atrakcja - pójść
do Wujka do namiotu. Dzięki temu Wujek spal do godz. 8 rano podczas kiedy
Ty i Twoja połowa mieliście już czuwanie od 6 rano.
-
UWAGA : POGODA - kochany
uzgodnij z najwyższymi władzami pogodę.
-
Koniecznie. Do tego najlepiej
nadają się Babcie i Prababcie. Już teraz im powiedz kiedy pływasz. Jest
szansa ze ich modlitwy będą wysłuchane. Pogoda = oby nie lalo. Lampa włączona
na cały dzień nie jest dobrym rozwiązaniem. Ja mam ze sobą tent 9 namiocik
na kokpit). Niestety, z dzieckiem nie pływałem po Śniardwach
ani Mamrach ale po Jeziorku, i Bełdanach, Nidzkim. W sezonie 2001 jeszcze
jakieś wichury łamały gałęzie, zabijały ludzi. Szczęśliwie nas to ominęło.
-
Pozostałe sprawy. Ty
znasz Twoje pociechę i wiesz o jej charakterystycznych wymaganiach ( np
alergie, specjalne jedzenie, specjalne medykamenty itp). W zasadzie to
żeglowanie jest dla zdrowych dzieci, tzn. ja z innymi nie żeglowałem. Na
łódce dobrze jest mieć telefon komórkowy - naładowany i parkować w cywilizowanych
miejscach, tak aby było możliwe dotarcie z
lądu jakiegoś ( tfu tfu tfu ) lekarza. .
-
Dobry humor żony. Ty
będziesz kapitanem, ona tylko opiekunka. Liczy się tez jej sprawność i
utrzymanie jej formy. Do końca.
Pływanie z dzieciakiem , chociaż
jest u..dliwe, daje jednak tak silne wrażenia, ze już bez problemu popłyniesz
potem drugi raz. Tym nie mniej , istnieje taka prawidłowość ze przy pływaniu
we dwoje + dziecko, jest duża jednoczesność przydatności Twojej Polowy
jako Matki i Załogantki. Wówczas manewry musisz przygotowywać tak jak byś
był sam na jachcie , a nawet jeszcze
więcej bo za czasu trzeba o nich uprzedzać Małego Księcia. I nie myślę
tu o jakiś awaryjnych sytuacjach. Zamieszaniem jest np. zrzucenie grota
do kokpitu i zejściówki, wyjmowanie pagaja z kabiny, latanie po pokładzie
w poszukiwaniu cumy dziobowej.
Dzieciak jakoś będzie pamiętał
to pływanie. Za rok na pytanie �Popływasz łódka?� on powie Tiaa.
Zapomniałem jeszcze
o :
-
Mazurskie komary. Te
sprawę możesz z czystym sumieniem powierzyć Twojej Połowie. Pewnie Jej
w takich akcjach jeszcze nie widziałeś. Ja osobiście nie mam nic przeciw
byciu pogryzionym ( bez przesady) ale Moja Własna w środku nocy, gdy Ty
nic nie widzisz, zaczyna namierzać na słuch komary. Złociutki - rewelacja.
Teatr chiński wysiada. Ale i finezja - po moim polowaniu pół nocy
usypialiśmy Malucha jak mu komara z czoła zdjąłem. Od tego czasu - stwierdzam
ze komary dzieciom nie przeszkadzają - Ich Mamom tak. Od kilku ukąśnieć
Twojemu bobasowi nic nie będzie. On się nie podrapie, a zagoi mu się do
południa.
-
Co Maluch zapamiętał ?
Gdzie jest niebo ? a gdzie woda ? a gdzie łódki ? a żagielki? a jak kapie
deszczyk na buzie ? a jak łabędzie (ptaszki) machają skrzydłami ?
-
Co Twoja Polowa ? tu
gorzej tzn. rożnie. . Ale moja nie widziała mnie tak radosnego. Ona nie
jest wielka żeglarka - to przy okazji poznania mnie wsiadła na łódkę. Ale
teraz zaakceptowała ze MUSIMY mieć swoja łódeczkę."
Po resztę cennych uwag i wypowiedzi
musisz sięgnąć pod przytoczone na poczatku adresy:
1. http://www.zeglarstwo.prv.pl/dziecko/dziecko.html
2. http://www.zeglarstwo.prv.pl/dziecko/niemowle.htm |