|
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Witam. Właśnie wróciłem z mojego pierwszego pływowego i zamierzam się z Wami podzielić....wrażeniami. A było, mniej więcej, tak. Naszło nas, na stare lata, żeby zostać morsami ))), więc godziny niezbędne do zdobycia morskiego zamierzamy zrobić na Kanale. A żeby było szybciej;->> to na jachcie regatowym. Nasz okręcik to regatówka Beneteau First Class Europe coś ok.12m dł. i z żaglami 74/140 m2. Na pokładzie mamy jednego prawdziwego regatowca (nawet mistrza kraju) ale....w klasie omega. I cóż, muszę ze wstydem przyznać stare chłopy a daliśmy się podejść jak dzieci.)) Że jachty regatowe mają pod pokładem warunki raczej spartańskie to było jasne ale żaden z nas nie wpadł na to że przecież oni te regaty rozgrywają dzień góra trzy a potem do mariny do hotelu. A my? A my z deku pod pokład. A tam hotelowo raczej nie było. Pierwszy raz w moich rejsach płynę z nie rozpakowanym worem. Tyle z malkontenctwa, teraz te lepsze strony. Jazda na atlantyckiej fali z prędkością 12w. to coś czego szybko się nie zapomni. Refowanie i zwrot gdy wieje ósemka daje niezłą adrenalinę. Spinaker. Był tylko raz. Szkoda. Praca baksztagami czy refszkentlą choć początkowo wygląda jak czarna magia nie jest taka...czarna. No i możliwość szybkiego przemieszczania się ( inna rzecz że wiało nieźle ) to okazja zobaczenia w stosunkowo krótkim 10 dniowym rejsie słodkiej, nieco bałaganiarskiej Francji/ Cherbourg/ potem statecznej spokojnej Angli /Gosport, Ramsgate/ i wreszcie pragmatycznej Holandii/ Amsterdam/ Reasumując, żeby nie zanudzać. Rejs na jachcie regatowym, to wspaniałe żeglarskie przeżycie. Nieco męczące, przyznaje ale atrakcji daje bez porównania więcej niż "normalny" rejs. Polecam. Pozdrówka. ps.A pływy jak to pływy, jadły nam z ręki )) We wrześniu na Mazury)) |